ZACZNIJ
- Dorota G.
- 21 lis 2024
- 4 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 4 gru 2024
Jadąc dzisiaj metrem obserwowałam ludzi i tak, jak za pewne się spodziewacie, większość z nich zajęta była swoim smartfonem.
I mogłabym tutaj zacząć wypisywać, jak niezdrowe i niesocjalne jest to zachowanie. No i w ogóle ta „dzisiejsza młodzież“ to żyje już tylko wirtualnie i nie ma żadnych normalnych kontaktów socjalnych. Nie wspominając o ruchu.
Ale nie zrobię tego. Ponieważ byłoby to fatalnym i niesprawiedliwym uproszczeniem i uogólnieniem. A to jest coś, czego w życiu unikam.
Spróbuję to trochę wyjaśnić.
Patrząc na podany przeze mnie przykład, najprościej byłoby ocenić to w taki sposób, w jaki to wyżej przedstawiłam. Najprościej często nie oznacza najlepiej. Chociaż oczywiście prostota pewnych rzeczy lub spojrzenia na coś czasem mnie zachwyca i sama do niej namawiam. Bo oczywiście nie chodzi o to, by „robić z igły widły“.
Tylko właśnie, kiedy robimy te widły? No i jak zdefiniować słowo „normalnie“, dodając do tego jeszcze określenie „dzisiejsza młodzież“?
Kluczowym słowem jest dla mnie różnorodność.
Tak, dzisiaj mamy zupełnie inny świat, jeśli chodzi o technologię, cyfryzację i ogólny postęp. Co za tym idzie, dostępność do informacji i ich przepływ są wręcz przytłaczające. Jednocześnie mamy możliwość świadomego wybierania tego, co nam służy i pomaga w rozwoju i odrzucania tego, co nam nie służy. Mamy prawo do wolnej wypowiedzi, prawo wyboru i prawo do polemiki z udostępnianymi nam opiniami czy informacjami. Wielu rzeczy nie musimy. Wiele możemy.
I wcale nie było tak, kiedy dzisiaj jechałam metrem, że tylko młodzi ludzie zajęci byli swoim smartfonem. Obok mnie siedziała starsza kobieta, która grała i sprawdzała swoją pocztę. Większość osób była w wieku średnim.
Ale: Inna, już młodsza osoba, rozglądała się delikatnie i wysiadając podarowała mi uśmiech. Pewien mężczyzna śmiał się w głos- być może sobie coś przypomniał- nie miał w uszach słuchawek. A może było to coś zupełnie innego.
Myślę, że nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, kiedy faktycznie robimy te przysłowiowe widły. A może inaczej: na to pytanie każdy dorosły powinien móc odpowiedzieć sobie sam. Bo to jest bardzo indywidualne. Wyznaczanie własnych granic jest bardzo indywidualne i bardzo ważne, przy jednoczesnym uszanowaniu granic innych ludzi.
I rozpoczynając już przy dzieciach, warto zastanowić się, zanim powiemy do dziecka, kiedy na przykład się uderzy, „nic się nie stało“, albo „to przecież nie boli“. Ja wiem, że tak rozmawiano z nami i że zamiar jest dobry. No bo przecież „życie potrafi być okrutne“ i „dziecko musi być zahartowane.“ Tylko, że wpierając w dziecko te słowa, wypieramy jego odczucia, jego emocje. Nie dajemy im przestrzeni.
Nie trzeba nic mówić, po prostu być, przytulić, może zapytać, czy czegoś potrzebuje. Dzieci instynktownie reagują w takiej sytuacji i będąc przy nich, nie narzucając im naszych odczuć, uczymy je empatii, współodczuwania i przede wszystkim wczuwania się w siebie. Bo każdy upadek to nauka, to rozwój, to poznawanie samego siebie. Dajmy im przestrzeń, by mogły siebie poznawać. Dajmy im przestrzeń do upadków. Dosłownie i w przenośni.
Podobnie jest z definicją słowa NORMALNIE. Normalnie, czyli jak? Według normy? Normy, którą kto definiuje? I oczywiste jest to, że żyjąc w danej społeczności potrzebne są pewne zasady i reguły. Jednak w tych ramach musi być i ważna jest przestrzeń dla różnorodności. Dla kogoś jest normalne, że wstaje rano i bierze prysznic, ktoś inny kąpie się wieczorem. I to jest dla niego normalne. Jeden lubi kawę, drugi herbatę, a trzeci i jedno i drugie. Jeden urodził się w Dubaju, drugi w Warszawie, a trzeciego rodzice pochodzą z Azji, a on sam jest Europejczykiem. Temat jest nieskończony. Dziś świat jest w ciągłym ruchu. Do wielu nieporozumień dochodzi na tle kulturowym. I często nie ze złośliwości, ale po prostu z niewiedzy bądź ze strachu. Niestety często właśnie dlatego. Rzecz w tym, jak my się w tym ruchu odnajdziemy. Osobiście uważam, że kluczowa jest otwartość na drugiego człowieka, akceptacja zmian, elastyczność. Bo tak naprawdę to my sami definiujemy naszą normalność. A człowiek to człowiek. Ta prostota pomaga mi w relacjach z ludźmi.
No a „ta dzisiejsza młodzież„? To akurat też moje kochane dzieci. I bez moich dzieci nie byłabym tu, gdzie jestem i nie byłabym tym, kim jestem. Moi wierni i niezastąpieni nauczyciele życia. Dziękuję, że jesteście i pokazujecie mi świat widziany z Waszej perspektywy.
Najprościej jest oceniać, nie wnikać. Najprościej jest otworzyć usta i powtarzać bezsensownie słowa czy zdania, które sami słyszeliśmy, będąc w ich wieku. Najprościej zrzucić odpowiedzialność na media, na środowisko, na rząd…no i na własnych rodziców, bo to od nich to mamy. Najprościej jest być wciąż zajętym i nie mieć czasu. Na takie pierdoły. Bo przecież tyle jeszcze musimy, a nic nie możemy. Takie jest życie synu i im szybciej to zrozumiesz, tym lepiej dla ciebie.
Tak niestety wielu z nas definiuje życie. I tak kręci się to koło. Coraz szybciej i szybciej. Bez głębszego sensu.
Bonnie Ware w książce „Czego najbardziej żałują umierający“ przedstawia 5 najwiekszych żalów ludzi umierających:
Szkoda, że nie miałam odwagi żyć tak, jak chciałam, a nie tak, jak oczekiwali inni.
Szkoda, że tak dużo pracowałem.
Szoda, że nie miałem odwagi okazywać uczuć.
Żałuję, że straciłam kontakt z przyjaciółmi.
Szkoda, że nie pozwoliłam sobie być szczęśliwa.
Zostawiam Was z tym, wracając myślami do kobiety w metrze, która podarowała mi uśmiech. I do dzisiejszej młodzieży, która z odwagą otwiera usta i wypowiada swoje zdanie w świecie zdeterminowanym przez dorosłych. I do dzieci, które głośno krzyczą: " a właśnie, że nie!", bo inaczej ich nikt nie usłyszy.
I myśląc o prostocie, pozostańmy przy niej może podczas gotowania rosołu. Myśląc o ludziach, bądźmy kreatywni.
Uśmiechnij się i nie trać wiary. I zaczynaj. Codziennie. I jeśli możesz, zacznij słuchać i usłysz, co mówią dzieci.
Serdeczności
D☀️


Komentarze