top of page
  • Instagram
Szukaj

CZY RELIGIA ZNISZCZYŁA DUCHOWOŚĆ? Refleksja o pokoju, przemocy i wspólnym źródle.


Trochę mnie tutaj nie było. Ale to był owocny i potrzebny czas.

W tym czasie dużo czytałam i myślałam – głównie o tym, skąd pochodzą różne ludy i kultury, jak się kształtowały, co je łączy, a co różni. Szczególnie zainteresowałam się historią Słowian i tym, jak wyglądała ich kultura przedchrześcijańska.

W tle tych rozmyślań były też wybory prezydenckie w Polsce – wydarzenie, które poruszyło we mnie wiele emocji i skłoniło do głębszych pytań. Rozmowy z osobami mieszkającymi w Polsce, teksty, artykuły i komentarze – to wszystko zaczęło się ze sobą łączyć. Zaczęłam zastanawiać się nad tym, co dzieje się nie tylko w moim kraju pochodzenia, ale też globalnie – w Europie, w Ameryce. Jaką rolę odgrywają dziś religia, Kościół i kultura? Co się dzieje, że populizm zyskuje na sile, a język polityki staje się coraz bardziej podzielony i agresywny?

W tym wszystkim pojawiło się też bardzo osobiste pytanie: Na ile – jako Polka mieszkająca w Berlinie – mam prawo wypowiadać się na temat sytuacji w Polsce? Czy powinnam, czy mogę, a jeśli tak – to z jakiego miejsca?

Z tych wszystkich warstw i obserwacji wyłoniła się potrzeba napisania tego tekstu. Nie po to, żeby postawić kropkę nad „i” – ale żeby podzielić się z Wami wątpliwościami, które być może są też i Wam bliskie.

Bo jest w tym wszystkim coś bardzo trudnego i zarazem bardzo przewrotnego: że przemoc bywa przedstawiana jako sposób na wprowadzenie pokoju. Że wojna może być usprawiedliwiona. I że religie – które mówią o miłości, współczuciu, szacunku – często milczą lub nawet wspierają przemoc, jeśli służy jakiejś idei.

Ten tekst nie daje prostych odpowiedzi. To raczej zaproszenie do wspólnego przyjrzenia się temu, co stało się z duchowością, kiedy została zamknięta w ramach religii. I czy da się do niej wrócić – z innego miejsca. To co, zacznijmy.

Zastanawiam się czasem: czy świat byłby bardziej pokojowy, gdyby nie doszło do chrystianizacji? A potem myślę szerzej – czy jakakolwiek religia mogła uchronić ludzkość przed wojną? I jeszcze dalej – czy to w ogóle religia była źródłem przemocy, czy może to człowiek uczynił z niej wygodne narzędzie?

Bo przecież niezależnie od tego, czy patrzymy na Europę, Azję, Afrykę czy Ameryki – schemat się powtarza. Religia miała łączyć, dawała obietnicę sensu, pokoju, wyższej sprawiedliwości. A jednak zbyt często stawała się pretekstem do ekspansji, narzędziem kolonizacji, uzasadnieniem przemocy. Nie chodzi o konkretne religie. Chodzi o moment, w którym wiara zamienia się w system. W którym duchowość przestaje być osobistym doświadczeniem i staje się narzędziem władzy, mapą imperium, uzasadnieniem podboju.

Tak, religia mogła jednoczyć. Dawać nadzieję, sens, opowieść. Ale zbyt często była sojuszniczką miecza, nie serca. To nie ma być opowieść o „złej religii” i „dobrym człowieku”. To raczej pytanie o to, co się dzieje, gdy duchowość – osobista, żywa, obecna – zostaje zamieniona w strukturę, władztwo, prawo i obowiązek.

Bo kiedy coś tak intymnego jak kontakt z tym, co większe od nas, zostaje ujęte w reguły, dogmaty i instytucje, przestaje być spotkaniem – a staje się systemem. A każdy system, wcześniej czy później, będzie bronił samego siebie. Nawet ogniem i mieczem. Dosłownie i w przenośni.

Chrystianizacja – najpierw Europy, potem świata – nie była jedyna w tym procesie. Islam, buddyzm, hinduizm – wszystkie te religie, choć w swoich rdzeniach mają miłość, współczucie, pokój – były też używane jako narzędzia dominacji.

Nie przez duchowość samą w sobie, lecz przez tych, którzy duchowość zamienili w ideologię.


Gdyby Słowianie, Bałtowie, Celci, Aborygeni, Majowie, ludy afrykańskie i syberyjskie mogły zachować swoje duchowe ścieżki – nie instytucjonalne, lecz osadzone w naturze, w kręgu, w ciele, w ogniu i w opowieści – czy świat byłby bardziej pokojowy?

Może nie. Człowiek i tak znał przemoc – nawet przed pojawieniem się religii jako systemu.

Ale być może przemoc nie miałaby legitymizacji świętości. Nie byłaby „świętą wojną”, tylko brutalną rzeczywistością, która wymaga uzdrowienia – a nie błogosławieństwa.


Może więc warto pytać nie o to, czy religia była czy jest zła, ale czy nie odłączyliśmy jej zbyt mocno od źródła, które było ciche, intuicyjne, zakorzenione? Od rytmu oddechu. Od drżenia serca. Od szumu lasu. Od tej chwili, kiedy czujemy, że jesteśmy częścią większej całości – i nie musimy tego nazywać.

Bo duchowość nie zawsze potrzebuje słów. Nie potrzebuje też świątyni ani prawa. Potrzebuje tylko wrażliwości i przestrzeni.


Są tacy, którzy wierzą, że religia jest największym źródłem zła. Są też tacy, którzy bez niej nie wyobrażają sobie życia. A ja myślę, że nie chodzi o religię jako taką, ale o to, co z nią robimy. Jaką intencję z niej wydobywamy. Czy staje się przymusem, czy zaproszeniem. Bramą, czy murem.

Bo religia może ranić – gdy narzuca, wyklucza, zabrania myślenia. Ale może też leczyć – gdy przypomina o pokorze, o miłości, o tajemnicy, której nie trzeba rozumieć, by się z nią spotkać.


I ponownie wracam do tego pytania: Czy świat bez chrystianizacji byłby lepszy? Czy w ogóle potrzebujemy religii jako takiej, czy nie wystarczyłaby duchowość?

Nie wiem. Na to pytanie musiałby sobie odpowiedzieć każdy z osobna.

Ale wiem, że świat z większą ilością świadomej, czułej duchowości – a mniejszą ilością instytucjonalnych dogmatów – byłby prawdopodobnie bardziej ludzki.

A może ostateczna suwerenność to właśnie wolność do szukania duchowości, która nie rani? Która nie dominuje. Która nie potrzebuje krzyża, księgi ani zakonu, by istnieć – bo już jest w Tobie.

Na koniec przychodzi mi taka refleksja: Chrystianizacja sama w sobie nie uczyniła świata bardziej wojennym – ale uczyniła wojnę bardziej usprawiedliwioną i systemową. Ponieważ myślę, że gdy duchowość staje się narzędziem władzy, przestaje być źródłem pokoju. Gdy religia staje się ideologią, przestaje mieć cokolwiek wspólnego z miłością i duchowością.


Dziękuję Wam za czas i uwagę. To był trochę dłuższy tekst – i wiem, że niełatwy temat. Jeśli cokolwiek w Was poruszył, zostawił pytanie, niezgodę albo przeciwnie – zgodę i ulgę – bardzo się cieszę.

Jeśli macie ochotę – podzielcie się swoją refleksją w komentarzu lub wiadomości. Nie po to, by się zgadzać lub nie zgadzać, ale po to, by wspólnie szukać odpowiedzi – albo nauczyć się żyć z pytaniami.

Bo może właśnie to jest duchowość: bycie razem w tym, co niepewne, ważne i prawdziwe?

Na pewno odpowiem!


Serdeczności

D☀️

 
 
 

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Komentarze

Oceniono na 0 z 5 gwiazdek.
Nie ma jeszcze ocen

Oceń
bottom of page